Kwasowy cudotwórca czy totalny przeciętniak? W roli głównej Super Power Mezo Serum korygujące od marki Bielenda / An acid serum that works wonders or an average product? Bielenda’s Super Power Mezo correcting serum

Dzisiaj mam dla Was recenzję, z którą zwlekałam miesiącami, a to wszystko dlatego, że moja relacja z tym kosmetykiem jest nadzwyczaj złożona ;) Po prostu nie wiedziałam, jak go mam ostatecznie ocenić. Kwasy w niskich stężeniach stosuję w swojej pielęgnacji już od dłuższego czasu i jestem bardzo zadowolona z efektów. Zainteresowanych kwestiami podstawowymi i produktem idealnym dla początkujących odsyłam do recenzji 7% toniku PHA Naturalissa (TUTAJ), natomiast tych, którzy szukają czegoś większego kalibru, zachęcam do zapoznania się z wpisem na temat emulsji z 10% kwasem glikolowym GlySkinCare (TUTAJ) :) Dzisiejszy bohater jest czymś pomiędzy delikatnym tonikiem a mocniejszą emulsją – w roli głównej słynne już serum korygujące Super Power Mezo Serum od Bielendy. Zapraszam! 

Today I’m coming with a review that I planned to post for months, but my relationship with the cosmetic turned out very complicated ;) I just didn’t know how I should evaluate it. I’ve been using acids in my skincare routine for a long time and I’m really pleased with the results. If you’re interested in basic information on acids and a perfect product for beginners, check out my review of Naturalissa 7% PHA toner (HERE). Those who are more experienced can go and check the post on 10% glycolic acid lotion from GlySkinCare (HERE) :) Today’s hero is something between the two mentioned products – I’ll tell you more about the famous Super Power Mezo Serum from Bielenda. Enjoy! 

Zacznijmy tradycyjnie od kwestii technicznych, dla porządku. Serum zapakowane jest w kartonik, na którym znajdziemy ogrom informacji na temat produktu. Ja osobiście preferuję prostszy design, uważam, że te wszystkie opisy pełne marketingowego bełkotu są zbędne, na mnie nie działają. Ale to tylko moja prywatna opinia, bo pewnie większość klientów właśnie na nie się łapie. Sam płyn znajduje się w szklanej buteleczce z pipetą, która bardzo ułatwia aplikację i jest bardzo higieniczna. Nie mam absolutnie zastrzeżeń. Jedynie mam problem z tym, że opakowanie zawiera 30 ml produktu i ja nie jestem w stanie go zużyć w ciągu zalecanych trzech miesięcy, nawet jeśli stosuję je codziennie wieczorem, a zazwyczaj tego nie robię – aplikuję serum raczej co drugi dzień na noc. Połowa, czyli 15 ml byłoby dla mnie optymalną ilością. 

Let’s start traditionally with technical aspects. The serum comes in a cardboard box where we will find a lot of information on the product. I personally prefer simpler design. I just think that all the marketing gibberish is pointless, at least in my case, because I don’t believe it. But many customers may get taken in by the promises. The cosmetic is put into a glass bottle with a dropper which makes the application easy and hygienic. The only problem I have with the packaging is that it contains 30 ml of the liquid and I am not able to use it up before the product expires. The expiry date is three months after the first opening. I just cannot finish it within such a short period of time, even if I apply it every evening, which I rarely do – I normally use it every second day in the evening. For me half of the bottle – 15 ml – would be fine. 

Niewątpliwą i największą zaletą tego kosmetyku jest według mnie skład – krótki i konkretny. Zaraz za wodą na liście widnieje kwas migdałowy (w stężeniu 10%), kwas laktobionowy, niacynamid (inaczej witamina B3), kwas hialuronowy i alantoina. Dalej tylko zagęstnik, emulgator, w miarę bezpieczne konserwanty i składniki kompozycji zapachowej. Uważam, że skład jest naprawdę świetny, zważywszy zwłaszcza na fakt, iż serum kosztuje niewiele ponad 20 zł. Zastosowane w recepturze kwasy, migdałowy (AHA) i laktobionowy (PHA), delikatnie złuszczają, nawilżają i są odpowiednie nawet dla wrażliwej cery. Z kolei niacynamid świetnie radzi sobie ze skórą trądzikową i pomaga pozbyć się niedoskonałości oraz zwęża pory. Idealna propozycja dla posiadaczek cery tłustej, ze skłonnością do trądziku, nawet wrażliwej czy z trądzikiem różowatym. Nie sądzę, że w tym przedziale cenowym można by znaleźć coś lepszego. 

The biggest quality of the serum are the ingredients. The list is short and concrete. Right after water there is mandelic acid (10%), lactobionic acid, niacynamide (vitamin B3), hialuronic acid and allantoin. Then we can notice some thickener, emulsifier, quite safe preservatives and scent components. I think the ingredients are amazing, especially considering the fact it costs a little more than 20 zł (= 4,5€). The acids that are used in this product, mandelic (AHA) and lactobionic (PHA) ones, gently exfoliate and hydrate the skin and are suitable for sensitive skin, even with rosacea. In turn, niacynamide works very well for acne-prone skin, reducing pores and curing spots. That’s a perfect choice for oily skin holders who suffer from acne or rosacea. I don’t think it’s possible to find something better for the price. 

Serum ma postać przezroczystego, lekko tłustawego, żółtawego płynu, który szybko się wchłania, ale pozostawia na twarzy taki lekko błyszczący film, dlatego też nie polecam stosować preparatu na dzień. Zresztą, chociaż kwas migdałowy i laktobionowy teoretycznie nie wymagają ochrony przeciwsłonecznej, to ja jednak bym uważała i ograniczyła się do aplikacji kwasów na noc, a w dzień zastosowała filtr. Serum ma dość intensywny, perfumowany, jakby męski zapach. Mnie się podoba, ale uważam, że mogłoby być bezzapachowe, bo jednak składniki kompozycji zapachowej mogą podrażniać i uczulać, co z kolei ogranicza bezpieczeństwo kosmetyku w przypadku cer wrażliwych. U mnie serum nie spowodowało żadnych alergii, zaczerwienień czy łuszczenia. 

The serum comes as a transparent, a little greasy and yellowish liquid that absorbs quickly yet leaves a bit shiny layer on the skin. That’s why I don’t recommend to use it during the day. Anyway, I use acids only at night and use sunscreens in the morning, even though mandelic and lactobionic acids theoretically don’t require any additional UV protection. I don’t want to risk getting some blemishes or pigmentation marks. The product has intense masculine scent. I like the scent, but I prefer unscented cosmetics, because fragrances tend to cause allergies and irritations and aren’t good for sensitive skin. However, I didn’t have any problems. 

Doszliśmy do sedna sprawy, czyli działania. Jedni użytkownicy nie mogą wyjść z podziwu i nie szczędzą kosmetykowi pochlebnych słów, a inni unoszą brwi ze zdziwienia nad tymi recenzjami, bo nie zauważyli żadnego działania. A ja jestem równocześnie po obydwu stronach ;) Moje pierwsze spotkanie z tym kosmetykiem skończyło się wybuchem zachwytu i polecaniem serum wszystkim dookoła. Na szczęście prawie wszyscy byli zadowoleni ;) Już po kilku dniach moja cera była gładka niczym pupa niemowlaka, nie miałam nawet jednego zaskórnika, a pryszczy nie zobaczyłam na swej twarzy przez wiele miesięcy. Nie zauważyłam tylko zwężenia porów, ale i tak pomyślałam, że stał się cud i serum Bielendy magicznie zlikwidowało mój trądzik. Dosłownie nigdy nie miałam tak ładnej cery, mogłam się godzinami macać z niedowierzaniem, że pod palcami nie wyczuwam ani jednej grudki. 

Let’s get to the heart of the issue – how the product works. Some users praise the serum to the skies, and some cannot understand the hype because they didn’t notice any difference. And I must say I’m both :D When I first used the product, I immediately fell in love with it. I praised it and recommended it to all my friends. Luckily, they mostly liked it ;) After a few days of using the product, my face became amazingly smooth, all my blackheads disappeared and I didn’t have any acne spot for a long time. I only didn’t notice pore tightening, but I thought a miracle happened and Bielenda’s serum cured my acne. I literally never saw my skin in such a good condition. I could keep touching my face, not being able to believe I can’t feel any lump on my skin. 

Następnie zrobiłam kilkumiesięczną przerwę, aby moja cera nie przyzwyczaiła się zanadto do składników. Po jakimś czasie sięgnęłam po drugą buteleczkę. W ogóle po otwarciu okazało się, że serum jest mętne i wodniste, zupełnie inne niż poprzednie, a do tego z datą ważności ustaloną na sześć miesięcy od otwarcia, a nie trzy, jak było poprzednio. Po wymianie maili z marką Bielenda i sprawdzeniu numeru serii okazało się, że była to butelka z bardzo starej serii, teoretycznie ważnej jeszcze całkiem długo. Ale coś było nie tak, bo serum ewidentnie wyglądało inaczej. Firma poprosiła mnie o odesłanie kosmetyku, niestety na mój koszt, ale w zamian otrzymałam świeżutką butelkę serum i garść saszetek. Bardzo szanuję takie podejście i jestem mile zaskoczona. Nie potrafię Wam jednak powiedzieć, co stwierdzono odnośnie feralnej sztuki, bo nie otrzymałam informacji zwrotnej w tej sprawie. Podejrzewam tylko, że wina może leżeć po stronie drogerii, która ewidentnie długo przechowywała kosmetyk, być może w nieodpowiednich warunkach – już nie pierwszy raz się z tym spotkałam. 

Then I took a few months break, so that my skin didn’t get used to the acids too much. And after some time I bought the second bottle. When I opened it, I saw the serum is more watery and turbid, totally different from the previous one. What’s more, it’s expiry date was six months, not three. I exchanged a few e-mails with Bielenda and checked the series number and it turned out it comes from a very old series that did not expired, though. But there’s was something wrong for sure, the cosmetic looked different. The brand told me to send them the product, unfortunately at my own cost, but I got a new fresh one in return. They also sent me some samples. I do appreciate such attitude, however, I cannot tell you anything about the bad one, as I didn’t get any information. I only suspect that might be the drugstore’s fault. They might have stored the product too long in wrong conditions. I had similar experience in the past. 

Mała dygresja, a teraz wróćmy do działania serum. Otworzyłam nowe opakowanie z nadzieją, że efekt działania będzie podobny, zwłaszcza że stan mojej cery nieco się pogorszył. I przeżyłam ogromne rozczarowanie, bo działanie było ledwie zauważalne i obejmowało tylko wygładzenie skóry. Kolejne pryszcze i zaskórniki pojawiały się na mojej twarzy, a serum nic nie pomagało. Nie mogłam uwierzyć, że różnica w działaniu jest tak ogromna, dziesięć razy sprawdzałam, czy nie zmieniono składu kosmetyku, ale wszystko było jak trzeba. I wtedy uświadomiłam sobie, że rok wcześniej pominęłam pewien mały szczegół. Leczyłam wówczas moje problemy hormonalne lekami antykoncepcyjnymi i wygląda na to, że to właśnie był klucz do sukcesu. Terapia hormonalna plus kwasy zdziałały cuda ;) Wcześniej same tabletki takich efektów nie dawały. Niestety ze względu na skutki uboczne nie mogę ich dłużej brać, więc chyba już więcej takich rezultatów nie uda mi się osiągnąć ;) 

But let’s stick to the point. I opened the new packaging with the hope that the results will be similar, especially that the condition of my skin got worse. And I got totally disappointed, because it only made my skin a little smoother, the overall effect was barely visible. Acne spots and blackheads kept appearing and the serum did not help. I couldn’t believe the difference is that big and I checked the ingredient list countless times but it was the same. And then I realized I missed one detail in the previous year. I was taking contraceptive pills that were supposed to cure my hormonal problems. And it seems this was the key to success – the medicine together with the serum worked wonders ;) But the pills alone didn’t worked that well. Unfortunately, I cannot use them because of the side effects, so it seems I won’t get such good results anymore ;)  

Po co o tym wszystkim piszę? Bo mój przykład pokazuje, jak u jednej osoby efekty działania preparatu mogą się różnić zależnie od konkretnych czynników, w moim przypadku od równowagi hormonalnej, a w zasadzie jej braku. Dlatego właśnie rozumiem zarówno tych zachwyconych, jak i tych rozczarowanych. Niemniej uważam, że serum Bielendy to kosmetyk bardzo wysokiej jakości, bez ściemy. Skład odzwierciedla to, co deklaruje producent, jednak należy pamiętać, że działanie jest sprawą bardzo indywidualną, jak ze wszystkim. Dla niektórych po prostu stężenie 10% może być za niskie. Ja to serum polecam i uważam, że warto dać mu szansę, bo jest bezpieczne i w codziennej pielęgnacji ma szansę się sprawdzić. Należy jednak pamiętać, że zawiera kwasy, a z nimi nie ma żartów i trzeba do ich stosowania podchodzić rozsądnie i odpowiedzialnie. 

Why am I talking about all these things? Because my example shows that a product can work differently, basing on many factors. In my case it was the lack of hormonal balance. That’s why I understand both the amazed and disappointed ones. But anyway, I think that Bielenda’s correcting serum is a high quality product. The ingredient list reflects what the producer promises, but you just need to keep in mind that the results may vary. For some of you 10% of the mandelic acid might be too little. I do recommend the serum and I think it’s totally worth trying, because it’s safe and might work for many of you. But remember, it contains acids, and you should always be careful with them. 

Znacie to serum? Jakie są Wasze doświadczenia? Co sądzicie o produktach Bielendy? Ja osobiście mam mieszane uczucia, odnoszę wrażenie, że ostatnio w ich kosmetykach za dużo marketingu, a za mało konkretów, zwłaszcza patrząc na składy. Wiele produktów tej marki trafia do mnie w paczkach Klubu Nowości Rossmann i zaobserwowałam taką tendencję. Nie zmienia to faktu, że mają w swojej ofercie perełki za taką właśnie uważam Super Power Mezo Serum korygujące :) Swoją drogą, nazwa brzmi dość komicznie, trochę jest przesadzona, jak na mój gust ;) 

Do you know this serum? What are your thoughts on it? What do you generally think of Bielenda’s products? To be honest, I have mixed feelings, I feel they’re doing more marketing while most of the products are just average, especially considering the ingredients. I get many products from the brand in my Rossmann boxes and I observed such tendency. But the fact is that they have some true gems in their offer. One of them is Super Power Mezo Serum :) By the way, the name sounds ridiculous, for me it’s a bit exaggerated ;) 

Evelinn 10/17/2016

Z zawodu archeolog i historyk sztuki, a w wolnym czasie blogerka kosmetyczna, szczególnie zakręcona na punkcie czerwonych szminek i lakierów. Interesuje Cię świadoma pielęgnacja? Szukasz kosmetyków z przyjaznym składem? Zmagasz się z problemami skórnymi i potrzebujesz porady? A może jesteś po prostu makijażowym freakiem tak jak ja? Zostań ze mną, na pewno znajdziesz coś dla siebie!

Follow me

Partnership

evelyns.shades.of.red@gmail.com Szczegóły dotyczące dotychczasowych współprac dostępne są w zakładce Kontakt.

Like me on facebook

Promotors

zBLOGowani.pl