Rossmann Program Nowości #34 / Rossmann Testing Programme #34: Rimmel, Maybelline, Long4Lashes, Eos, Biotaniqe, Lirene, Garnier, Isana, Bobini, Glade, Scholl

Jak co miesiąc, mam dla Was przegląd nowości drogerii Rossmann. Tym razem na bogato – sporo kolorówki, coś do twarzy, ciała, włosów… Produkty naprawdę ciekawe, a zarazem w większości bardzo użytkowe. Jeden z fajniejszych zestawów, jaki miałam okazję testować w ostatnim czasie. Bez zbędnego rozpisywania się, zapraszam do dalszej części wpisu!  

As every month, I have a Rossmann new ins review for you. This time my box was really rich – a lot of makeup, some face, body and hair products... The cosmetics are very interesting and useful for the most part. One of the nicest sets I have recently reviewed. So, let’s move on to the rest of the post!  

Rimmel Magnif'Eyes Smoke Edition, paleta cieni do powiek

Rimmel Magnif'Eyes Smoke Edition, eyeshadow palette

Muszę szczerze przyznać, że do cieni marek typowo drogeryjnych, zwłaszcza tych należących do dużych koncernów, podchodziłam sceptycznie i po prostu nie sięgałam po nie. W tym przypadku miło się zaskoczyłam, bo cienie okazały się całkiem przyzwoite. Pigmentacja jest w porządku, ale nie za mocna, co będzie ułatwieniem dla początkujących. Z rozcieraniem nie ma problemu, trwałość też bez zarzutu. Kolory są ciekawe, chłodne, utrzymane w tonacji szaro-srebrnej, idealne do wykonania klasycznego wieczorowego „smoky eye”, a i nawet dziennego makijażu. Mam wobec nich jednak jeden zarzut – zarówno maty, jak i cienie błyszczące w paletce wyglądają na zróżnicowane, a na powiece nie da się ich od siebie odróżnić, w związku z czym można byłoby spokojnie ten zestaw zmniejszyć o połowę i efekt byłby ten sam. Chociaż spodziewałam się gorszej jakości, to jednak mam wrażenie, że cienie Rimmel nie dorównują moim ulubieńcom z jeszcze niższej półki cenowej, jak np. Kobo, Hean, My Secret czy choćby Glam Shadows. Raczej dla niewprawionych. 

To be honest, I have been skeptical about most typical drugstore eyeshadows and I just use them. But this time I got quite surprised, as these ones turned out to be nice. Pigmentation is fine, not too strong, which is good especially for beginners. There’s no problem with blending, their longevity is also decent. The colours are really interesting, cool-toned, including mostly greys and silvers, which will be perfect not only for classic “smokey eye”, but also for a simple daytime look. I will complain only about one thing – both mattes and shimmers look quite varied in the palette, but they look just about the same on the eyelid. The palette could have contained half of the shades and the effect would have been identical. Even though I expected lower quality, I believe that those Rimmel eyeshadows are not as good as my cheaper favourites from e.g. Kobo, Hean, My Secret or Glam Shadows. Rather for not experienced users. 

Maybelline, rozświetlacz Master Chrome #050 Molten Rose Gold 

Maybelline, Master Chrome highlighter #050 Molten Rose Gold 

Bardzo długo wzbraniałam się przed rozświetlaczami, bo sądziłam, że efekt przy mojej tłustej cerze będzie komiczny. Tymczasem, jak już jeden wpadł w moje ręce, to stał się nieodłącznym elementem mojego makijażu, rzadko z niego rezygnuję. W międzyczasie uzbierała mi się mała kolekcja, a Master Chrome od Maybelline zajmuje w niej wysokie miejsce. Okazał się naprawdę jednym z lepszych rozświetlaczy, z jakimi miałam do czynienia. Ma piękny kolor różowego szampana, niezwykle elegancki i uniwersalny, choć nie bardzo jasny. Jego miękka, aksamitna konsystencja sprawia, że bardzo ładnie się aplikuje i daje piękne wykończenie w formie tafli bez drobinek. Sam w sobie nie jest zbyt mocny czy nachalny, zapewnia raczej wygląd zdrowej, promiennej cery, ale efekt można stopniować, jeśli chcemy mocniej się błyszczeć. Idealny na co dzień i od święta!  

I was shying away from highlighters for a long time, as I thought the effect on my oily skin would be ridiculous. But when I tried one, a nice highlight became an integral part of my makeup. In the meantime I have created a small collection and Maybelline Master Chrome has a high rank in it. It turned out to be one of the best highlighters I have tried. The shade is beautiful and reminds me of pink champagne, it’s very elegant and flaterring, even though it’s not really light. Its soft and velvety texture makes application easy and provides nice finish without visible shimmer. It’s not very strong, it rather gives you healthy radiant look, but it can be layered if you want more glow. It’s just perfect for everyday use as well as for special occasions!  

Maybelline, tusz do rzęs Total Temptation 

Maybelline, Total Temptation mascara 

Cały czas nie wiem, co mam sądzić o tym tuszu. Z jednej strony trzeba mu przyznać, że daje efekt wręcz spektakularny, przynajmniej moje kiepskie rzęsy wyglądają po nim bardzo wyraziście – wydłuża je, pogrubia, przyciemnia. Z drugiej jednak strony, nie do końca polubiłam się z włochatą szczoteczką, która niezbyt precyzyjnie wyczesuje włoski, a także z formułą tuszu, który jest gęsty i mocno oblepia rzęsy. Nie skleja ich jakoś mocno, choć czasem tworzy delikatne grudki, ale cały czas mam wrażenie, jakby za dużo go nabierało się na szczoteczkę, a następnie lądowało na moich rzęsach. Ma też taki jeden plus i minus zarazem, że jest bardzo trwały – w trakcie noszenia to duża zaleta, bo nie rozmazuje się, nie kruszy i nie odbija, ale ciężko go usunąć, nawet płynem dwufazowym czy olejem. Do tego ma ciekawe, choć duże i przez to nieporęczne opakowanie. Myślę, że ta maskara znajdzie zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Jedno jest jednak pewne – można nim osiągnąć naprawdę oszałamiający rezultat.  

I still don’t know what to think about the mascara. On the one hand I must admit that it gives a spectacular effect and makes my lashes look longer, thicker and darker. But on the other hand, I didn’t like the large brush which doesn’t manage to precisely separate the lashes, and also with the formula – the mascara is thick and sticky. It doesn’t glue all my lashes together, but sometimes it gets clumpy. All the time I have a feeling that it takes out too much product and too much is applied to my lashes as well. It also has one advantage and disadvantage at the same time – it is truly longlasting. It’s good that I can wear it without smudging and crumbling, but it’s hard to remove it, even with a duo-phase makeup remover or a special oil. It also has an interesting yet big and clumsy packaging which isn’t comfortable to store. But one thing is certain – the result it gives can be really impressive.  

Long4Lashes, Lip tattoo koloryzujący żel do ust Elegant Raspberry 

Long4Lashes, Lip tattoo colouring lip gel Elegant Raspberry 

Jako że akurat w trakcie testów moje usta były w stanie tragicznym i miałam na nich wielką opryszczkę, która nie chciała się zgoić, tego dziwaka testowała moja siostra. Oto jej recenzja:  

Lip Tattoo od Long4Lashes to dziwny produkt. Sam pomysł jest dość ciekawy, ale wykonanie naprawdę słabe. Sama aplikacja nie należy do najłatwiejszych. Kosmetyk ma formę bardzo gęstego żelu, który nie wybacza błędów. Zdecydowanie trzeba robić to bardzo precyzyjnie, bo inaczej będziemy wyglądać, niestety, jak klaun. Przy pierwszym kontakcie produktu z ustami odczuwałam lekkie pieczenie, które ustępowało po chwili. Przez 1-2 minuty trzeba trzymać usta otwarte, bo inaczej wargi się skleją i kolor jeszcze gorzej się rozłoży. Produkt należy nałożyć dość grubą warstwą, co ułatwi później ściągnięcie zaschniętego żelu. Niestety kolor dość nierówno łapie się skóry, od „mokrej” strony jest zdecydowanie bardziej intensywny. Dlatego nie polecam aplikacji na spierzchnięte czy suche usta, bo będą plamy. Sam odcień wypada natomiast bardzo ładnie, określiłabym go jako buraczkowy różowy – usta dosłownie wyglądają tak, jak po soku z buraków. Wykończenie jest bardzo naturalne i przypomina mi azjatyckie tinty, dające efekt lekko zaróżowionych ust. Niestety smak produktu po ściągnięciu jest bardzo chemiczny i nieprzyjemny. Trwałość wypada kiepsko. Cały dzień? W żadnym wypadku, po zjedzeniu czy wypiciu czegokolwiek tworzą się nieestetyczne prześwity.  

Due to the fact that during the tests my lips were in a horrible condition and I had a big herpes that didn’t want to heal, my sister agreed to test out this weirdo. Here’s her review:  

Lip Tattoo from Long4Lashes is a weird product. The idea itself is quite interesting, but reality looks much worse. The application isn’t easy. The cosmetic has the form of very thick jelly that’s absolutely not forgiving. It must be applied very precisely, otherwise we’ll end up looking like a clown. When the product touched my lips for the first time I felt some tingling that disappear after a moment. For 1-2 minutes you have to keep your mouth open, or the lips will glue together and the colour will be very uneven. The product must be applied in a thick layer, which will make it easier to remove the dry gel. Unfortunately, the colour is very uneven, it’s definitely more intensive in „wet” places. That’s why I advise you not to use it on chapped or dry lips, as you’ll have stains. The shade itself is very pretty, I’d call it beetroot pink, it looks literally like beetroot juice on your lips. The finish is very natural and reminds me of Asian tints that give very delicate effect. Unfortunately, the taste of the product after the gel is removed is very chemical and unpleasant. The lasting power is also very poor. All day? No way, after eating or drinking something you only have stains on your lips.  

Eos, Organic Stick sztyft do ust Vanilla Bean 

Eos, Organic Stick lip balm Vanilla Bean 

Jeden z ciekawszych balsamów do ust, jakie miałam okazję ostatnio używać, choć ma swoje wady. Mojego ulubieńca nie przebił, ale z tym będzie ciężko, bo moje wargi są wyjątkowo problematyczne, wiecznie spierzchnięte i suche. W każdym razie EOS od początku zachwycił mnie wyjątkowym designem, tubka jest bowiem po prostu bardzo ładna i nowoczesna, choć minimalistyczna, ale największy atut tego produktu to skład pełen naturalnych dobroci w postaci olejów, ekstraktów roślinnych, masła shea i wosku. Do tego delikatny waniliowy zapach i słodki smak – poezja! Jeśli zaś chodzi o działanie, to jest nieco gorzej. Balsam gładko sunie po ustach, delikatnie nawilża i natłuszcza wargi, ale efekt jest dość krótkotrwały. Po jakiejś chwili skóra znów staje się sucha. Przez jakiś czas podejrzewałam nawet, że to on jest winny przesuszeniu, jednak chyba po prostu moje usta nie do końca lubią oleje, a potrzebują czegoś mocniej nawilżającego. Aha, jeszcze mój sztyft w pewnym momencie przestał się wkręcać z powrotem, ale to taka techniczna kwestia. Niemniej na pewno jest to jedna z lepszych propozycji balsamów do ust, w które możemy zaopatrzyć się w drogerii.  

This is one of the nicest lip balms I have recently used, even though it has some disadvantages. It didn’t beat my favourite, but this would be a hard task, as my lips are extremely problematic, chapped and dry all the time. This EOS stick won my heart with its design, the tube is very pretty and modern yet minimalistic. But the product’s biggest advantage are the ingredient list, which is full of natural substances, including oils, botanical extracts, shea butter and wax. And the vanilla scent along with  the sweet taste – poetry! When it comes to its properties, it’s a bit worse. The balm nicely glides on the lips but it works only for a moment. After a few minutes my lips are dry again. For some time I even though they’re dry because of this product, but now I think it’s just my lips that don’t like oils and need something more moisturizing. One more thing – my stick stopped coming back to the tube at some point, but that’s just a technical issue. Anyway, it’s one of the best drugstore options.  

Biotaniqe, żel micelarny VIT C Kontrola wieku 

Biotaniqe, micellar gel VIT C Age Control 

Żel Biotaniqe okazał się nietuzinkowym produktem. Zaczęłam od używania go według wskazań producenta, czyli na wacik, następnie na twarz, bez spłukiwania, ale nie do końca byłam zadowolona, bo musiałam zużyć bardzo dużo płatków, a i tak potem miałam wrażenie nie do końca oczyszczonej cery. Zdecydowanie lepiej sprawdził się jako jeden z etapów oczyszczania, po oleju lub nawet zamiast. Bardzo dobrze roztapia makijaż, nie podrażnia oczu ani skóry, nie powoduje ściągnięcia czy przesuszenia, ładnie pachnie i ma przyjemną konsystencję. Nakładam go po prostu na całą twarz palcami, rozmasowuję, rozpuszczając kosmetyki, spłukuję i wtedy przechodzę do mycia żelem, mydłem lub pianką. U mnie zawsze oczyszczanie składa się z kilku kroków, przy cerze trądzikowej to się świetnie sprawdza i ten żel fajnie uzupełnia mój rytuał w tej kwestii. Dodatkowy plus za wydajność, a mały minus za skład, w którym widnieje kilka pozycji, których wolałabym na liście nie widzieć.  

Biotaniqe micellar gel turned out to be a very nice product. I started with using it as the producer advises, on a cotton pad and without rinsing it off, but I wasn’t fully pleased, as I had to use a lot of cotton pads and I didn’t feel that my skin was properly cleaned. The product worked much better as one of the stages in my makeup-removing routine, after oil, or even instead. It dissolves makeup well, doesn’t irritate my eyes or skin and after using it my face doesn’t feel tight. It also smells nice and has nice consistency. I just spread it all over my face and massage it in, dissolving the rest of my makeup, rinse it off and then wash my face with a gel, soap or foam cleanser. My cleaning routine always consists of several steps, it works for my acne-prone skin, and this gel nicely complements my skincare pattern. One additional plus for efficiency and a minus for ingredient list, in which there are a few substance that I’d prefer not to see there.  

Lirene, peeling drobnoziarnisty z olejkiem z czarnej porzeczki 

Lirene, face scrub with black currant oil 

Jaki smakowity zapach ma ten peeling! Niczym sok ze świeżych dojrzałych porzeczek. Kojarzy mi się bardzo wakacyjnie. Generalnie kosmetyk nie jest zły, dzięki bardzo małym i niezbyt ostrym drobinkom złuszcza skutecznie, ale niezwykle delikatnie i nie powoduje żadnych podrażnień, nawet przy mojej wrażliwej cerze. Dla fanów mocniejszych zdzieraków może być jednak za słaby. Mimo przyjemnego zapachu i przyzwoitego działania, raczej do niego nie wrócę ze względu na bardzo kiepski skład, w którym poza olejem z porzeczki nie ma nic godnego uwagi, a wręcz przeciwnie, na liście widnieje sporo substancji, których wolałabym na twarz nie stosować.  

What a delicious taste this scrub has! Like fresh black currant juice. It reminds me of summer holiday. Generally, the product isn’t bad, thanks to small and not too sharp particles it exfoliates effectively but delicately and doesn’t cause any irritations, even on my sensitive skin. But for those who like strong exfoliation it can be too delicate. Despite its pleasant scent and good properties, I won’t repurchase it because of the ingredients of low quality, among which only black currant seed oil is something worth the attention, and the rest are substances that I’d prefer not to put on my face.  

Isana, dezodorant w sprayu dla kobiet Fresh Sense 

Isana, deodorant spray for women Fresh Sense 

W tym przypadku również przytoczę Wam recenzję mojej siostry, bo ja osobiście zrezygnowałam z tego typu dezodorantów i bardzo rzadko robię wyjątek, by do któregoś na krótko wrócić:  

Nowa propozycja od Isany jest bardzo pomysłowa – skompresowanie 150 ml normalnego aerozolu do 75 ml buteleczki to mała rewolucja. Dezodorant przyjemnie, nienachlanie pachnie. Powiedziałabym, że jest to dość uniwersalny zapach, który będzie pasował wielu z nas. Duży plus za formułę bez alkoholu i bez aluminium. Jego działanie oceniam bardzo dobrze, chroni przed przykrym zapachem, ale nie testowałam go w ekstremalnych warunkach, a moją potliwość określiłabym jako niską. Jedyny minus jest taki, że bardzo się pyli przy aplikacji, czego nie lubię, ale to kwestia osobistych odczuć. Nie zauważyłam plam na ubraniach. Nie podrażnił mnie, ani nie uczulił. Przyjemny kosmetyk.  

In this case I will also quote my sister’s opinion, as I gave up such deodorants and hardly ever make an exception and use them:  

The new deodorant from Isana is very innovative – putting 150 ml of the product in a 75 ml bottle is a small revolution. The deodorant smells nice, I’d say it’s a quite universal scent that will work for most of us. A big plus for the formula without alcohol and aluminium. It works very well and protects against bad smell, but I haven’t tested it in extreme conditions, and I don’t sweat too much. The only drawback is that it is very dusty during application and that’s what I don’t like. But that’s a matter of my personal preferences, as I never noticed any stains on my clothes. It didn’t irritate my skin, neither did it cause allergy. It’s a very nice cosmetic.  

Garnier Botanic Therapy, odżywka do włosów żurawina i olejek arganowy 

Garnier Botanic Therapy, hair conditioner cranberry and argan oil 

Szczerze mówiąc, to ta odżywka ani mnie nie zachwyciła, ani nie rozczarowała. Jak dla mnie, jest po prostu w porządku. Oczywiście to nic złego, wręcz przeciwnie, ale jednak niczym specjalnym się nie wyróżnia. Bardzo przyjemnie, fryzjersko pachnie, wygładza włosy bez obciążania i przez to ułatwia rozczesywanie. Jak na produkt drogeryjny, to skład wypada przyzwoicie, bo zawiera to, co powinno być w odżywce, a oleje, którymi został wzbogacony, widnieją bliżej początku niż końca listy. Mogłaby być tylko trochę gęstsza, bo ma tendencję do spływania, przez co trzeba zużyć jej więcej, a to z kolei wpływa niekorzystnie na wydajność kosmetyku. Nie umiem też określić, jak wpływa na włosy koloryzowane, bo w tej chwili swoich nie farbuję.  

To be honest, this hair conditioner was neither amazing, nor disappointing. It was just fine. It’s nothing bad, quite the opposite, but it isn’t just special in any way. It smells nice, like a good-quality hair product, makes my hair smooth without weighing it down and therefore makes brushing easier. For a drugstore product, it has fairly good ingredients. It contains what a hair conditioner should have and oils that it was enriched with are listed quite close to the beginning of the list. For me, it could have been a bit thicker, as it tends to quickly slide off my hair and this means I have to use more, which affects the efficiency. I can’t also say how it would work for coloured hair, as I currently don’t dye mine.  

Bobini, płyn do kąpieli i mycia ciała Tajemnicza truskawka 

Bobini, bubble bath and shower gel Mysterious Strawberry 

Co za przyjemny produkt! Pięknie pachnie truskawkami, ale nie takimi chemicznymi. Lubię go też za uniwersalne zastosowanie – sprawdza się jako płyn do kąpieli, choć tworzy mało piany, która szybko znika, a także dobrze spisuje się w roli żelu pod prysznic, mimo że jest dość rzadki. Najbardziej cenię sobie jednak przyjazny skład. To nie jest kosmetyk całkowicie naturalny, ale zawiera bezpieczne, łagodne substancje myjące, nawilżające i probiotyczne, które nie powinny powodować podrażnień czy przesuszeń, co w przypadku pielęgnacji dziecięcej jest szczególnie ważne. Całości dopełnia wesoła grafika i ciekawa filozofia marki, zakładająca produkcję przyjazną dla środowiska. Sama chętnie po niego sięgam, bo nie szkodzi mojej suchej, wrażliwej skórze.  

What a nice product! It smells beautifully, like strawberries, but it’s not a chemical scent. I also like it for its universal use – it works as a bubble bath, even though it doesn’t foam very well, and it’s also a good shower gel, however, it’s rather runny. What I appreciate the most are the product’s skin friendly ingredients. They’re not fully natural, but the product contains mild detergents, emolients and probiotics that shouldn’t cause irritations or dryness, which is especially important in children skincare. Happy graphic design and interesting brand’s philosophy, basing on being environment-friendly are also good points. I use it with pleasure, as it doesn’t do any harm to my dry, sensitive skin.  

Isana, sól do kąpieli Czas relaksu 

Isana, sól do kąpieli Czas relaksu 

Kolejna recenzja mojej siostry, ja od jakiegoś czasu raczej biorę prysznic niż kąpiel, więc nie miałam za bardzo jak przetestować tego produktu:  

Uwielbiam wszelkiego rodzaju dodatki do kąpieli, czy to płyn, czy sól, czy kule, ponieważ bardzo umilają mi czas spędzony w wannie. Propozycja od Isany ma dość intensywny miodowy zapach, który nie każdemu będzie odpowiadał, ponieważ należy do cięższych, bardziej duszących woni. Sól wsypana do ciepłej wody szybko się rozpuszcza, barwi wodę na żółto i powstaje lekka, mało trwała piana. Po wyjściu z kąpieli skóra jest przyjemna w dotyku, zapewne za sprawą dodatku olejku migdałowego w soli. Produkt okazał się przyjemny, nie podrażnił, ani nie uczulił, jednak nie jest to mój ulubiony zapach, ponieważ osobiście nie przepadam z miodem. Taka saszetka w sam raz na raz.  

Again, my sister’s review, now I mostly take a shower, so I didn’t have the occasion to test this product:  

I love bath products of all sorts, bubbles, salts and bombs, as they can make the time spent in a bathtub even more enjoyable. The salt has an intense honey-like scent which won’t appeal to everyone, as it is quite heavy and strong. The salt melts in warm water very quickly, making the water yellow and creating foam that doesn’t last really long. After a bath my skin feels very nice, probably due to the sweet almond oil content. The product is nice, didn’t cause any irritations or allergies, but that’s not my favourite scent. One packet is enough for one use.  

Do tego wszystkiego w paczce były jeszcze silikonowe poduszeczki pod łuk stopy Scholla, które dałam również siostrze oraz automatyczny odświeżacz powietrza od Glade z dwoma zapasami – owoce leśne świetnie się spisały zimą, a konwalia będzie świetna na wiosnę. Chyba nie muszę mówić, że w tym miesiącu moje serce skradł rozświetlacz Maybelline? A bublem zdecydowanie okazał się „tatuaż” do ust Long4Lashes – omijajcie go z daleka :/ Co najbardziej się Wam spodobało?  

In the box also found silicone feet arch supports from Scholl that I gave to my sister as well and automatic air refresher from Glade with two scents – forest fruits that were perfect in winter and lily which will be ideal for springtime. I guess I don’t have to tell you that the Maybelline highlighter won my heart, right? And the worst product was definitely the lip “tattoo” from Long4Lashes – keep away from it :/ What seems the most interesting to you? 

Evelinn 3/02/2018

Z zawodu archeolog i historyk sztuki, a w wolnym czasie blogerka kosmetyczna, szczególnie zakręcona na punkcie czerwonych szminek i lakierów. Interesuje Cię świadoma pielęgnacja? Szukasz kosmetyków z przyjaznym składem? Zmagasz się z problemami skórnymi i potrzebujesz porady? A może jesteś po prostu makijażowym freakiem tak jak ja? Zostań ze mną, na pewno znajdziesz coś dla siebie!

Follow me

Partnership

evelyns.shades.of.red@gmail.com Szczegóły dotyczące dotychczasowych współprac dostępne są w zakładce Kontakt.

Like me on facebook

Promotors

zBLOGowani.pl