Chillbox Edycja lipcowa 2018 – czy przekonał mnie do boxów subskrypcyjnych?

Zacznę może trochę przekornie. Nie jestem fanką boxów, których zawartość jest dla mnie niespodzianką. Wolę kupić sobie coś, czego potrzebuję naprawdę, niż zapłacić za pudełko i nie użyć większości znalezionych tam produktów. Kilka razy zdarzyło mi się zamówić pojedyncze edycje różnych boxów i tak to się właśnie kończyło – część kosmetyków przeterminowała się, musiałam je wyrzucić i tyle z tego miałam… Teraz jednak nadarzyła się okazja, by dzięki partnerowi spotkania beautyWRO, w którym uczestniczyłam niedawno (relacja TUTAJ), sprawdzić Chillbox. Skusiłam się, bo idea tego pudełka jest nieco odmienna, gdyż z założenia ma zawierać nie tylko kosmetyki, ale też inne przedmioty, które mają nam ułatwić relaks i uprzyjemnić życie ;) Czy się przekonałam? Odpowiedź znajdzie w dalszej części posta, podobnie jak przegląd zawartości.  

Nawilżająco-odżywczy krem z masłem mango – MIYA Cosmetics  

Jak wiecie z recenzji, która ukazała się jakiś czas temu na moim blogu (TUTAJ), niestety kremy MIYA do twarzy nie sprawdzają się u mnie kompletnie. Ale za to bardzo lubię stosować je do rąk i ciała, więc na pewno się nie zmarnuje. Z twarzą jednak nie będę już więcej ryzykować. Fajnie, że w pudełku znalazł się kosmetyk uniwersalny, który możemy zabrać na urlop i aplikować na dowolną część ciała, zależnie od potrzeby.  

Czarne mydło Savon Noir – Maroko Sklep  

Kolejny multifunkcyjny kosmetyk. Czarne mydło w bardziej płynnej formie pod prysznic bardzo lubię – świetnie oczyszcza, ale nie podrażnia i nie przesusza. Takiego klasycznego jeszcze nie miałam, ale słyszałam, że znakomicie sprawdza się nie tylko do mycia, ale też w roli peelingu enzymatycznego na twarz i ciało. Najlepiej ponoć używać go z rękawicą Kessa, która również znalazła się w pudełku.  

Rękawica Kessa – Maroko Sklep  

Moja rękawica ma już ładnych parę lat, więc nowa się przyda. Świetnie pomaga oczyścić ciało, a do tego złuszcza, wygładza, poprawia krążenie i ujędrnia. Od kiedy jej używam, kondycja mojej skóry bardzo się poprawiła, więc gorąco polecam.  

Maska bąbelkująca – Purederm  

Z maskami to różnie bywa, ale staram się stosować je regularnie. Znam te bąbelkujące ze Skin79, ale nie byłam jakoś specjalnie nimi zachwycona, nie kupiłam kolejnych sztuk. Ciekawa jestem, jak ta się sprawdzi, zwłaszcza że jakiś czas temu miałam okazję wypróbować inną maseczkę Purederm i byłam z niej bardzo zadowolona (recenzja TUTAJ).  

Maseczka Rozświetlająca Peel-Off z Kurkumą – Calaya  

Bardzo lubię maseczki peel-off, chociaż dawno takiej nie robiłam, jakoś tak wyszło. To teraz będzie okazja :) Marki kompletnie nie znam, ale skład bardzo zachęca. Boję się tylko trochę, że kurkuma zabarwi mi twarz na żółto i nie będę mogła tego zmyć ;)  

Maska torfowa do ciała – Bania Agafii  

Muszę przyznać, że nie używałam jeszcze nigdy maski do ciała, no nie licząc błota z Morza Martwego, którym się regularnie obkładam ;) Ciekawa jestem więc efektu, ale nie bardzo wiem, czego się spodziewać.  

Shake truskawkowy – Foods By Ann  

Bardzo sceptycznie podchodzę do tego typu wynalazków, zwłaszcza firmowanych przez celebrytów. Zalewam proszek wodą i to ma być niby zdrowe? Niby same truskawki, jednak trochę mnie to przeraża. No ale spróbuję i zobaczę, co to takiego. Można też stosować jako dodatek, np. do musli czy owsianki.  

Flaming na drinki  

Takie rzeczy budzą moje wewnętrzne dziecko ;) Lubię zabawne gadżety, ale powiem szczerze, że nie wiem, czy dmuchany flaming jest mi niezbędny do funkcjonowania i jeszcze nie zdecydowałam, co z nim zrobię. Niemniej to na pewno bardzo wakacyjny element :)  

Książka z kategorii fantastyka: Posłaniec strachu – Michael Grant  

Lubię fantastykę, chociaż ta pozycja wydaje się po przeczytaniu zajawki dość ciężka jak na wakacyjne wieczory. Nie omieszkam jej jednak przeczytać :)  

Tak prezentuje się zawartość lipcowego Chillboxa, którego możecie jeszcze zamówić za 75 zł. Czy jednak przekonał mnie do subskrypcji? Nie – wciąż obstaję przy tym, że wolę kupować mniej, a rzeczy, które naprawdę chcę lub których faktycznie potrzebuję. Niemniej nie wykluczam, że skuszę się na jakieś pojedyncze edycje, jeśli okaże się, że zawartość mi odpowiada. Dla mnie osobiście w lipcowej edycji jest za tę cenę za dużo maseczek, które tak średnio lubię, chociaż koniec końców zużywam. Powiem Wam jednak, że całość idealnie wpasowuje się w letni, wakacyjny klimat. Wyobrażam sobie, że na wyjazd zabieram zawartość boxa i dzięki niej mogę się oddać relaksującym zabiegom i czynnościom, na które niekoniecznie mam czas w domu. Faktycznie są to must have na wakacje. Zresztą, zawsze na urlop zabieram arsenał maseczek wszelkiego rodzaju i funduję sobie takie rozpieszczenie wieczorami :)  

Reasumując, jest to jeden z ciekawszych boxów, bo nie ogranicza się tylko do kosmetyków, ale na kolana mnie nie powalił. A co Wy o nim sądzicie? 

Jeśli interesuje Was zamówienie Chillboxa, to zapraszam TUTAJ :) 

Evelinn 8/17/2018

Z zawodu archeolog i historyk sztuki, a w wolnym czasie blogerka kosmetyczna, szczególnie zakręcona na punkcie czerwonych szminek i lakierów. Interesuje Cię świadoma pielęgnacja? Szukasz kosmetyków z przyjaznym składem? Zmagasz się z problemami skórnymi i potrzebujesz porady? A może jesteś po prostu makijażowym freakiem tak jak ja? Zostań ze mną, na pewno znajdziesz coś dla siebie!

Follow me

Partnership

evelyns.shades.of.red@gmail.com Szczegóły dotyczące dotychczasowych współprac dostępne są w zakładce Kontakt.

Like me on facebook

Promotors

zBLOGowani.pl