Moje ulubione maseczki z drogerii z genialnymi składami: Nacomi, Goodbye Red Skin & Express Skin Cleansing

Muszę przyznać, że niespecjalnie lubię gotowe maseczki w tubkach, zwłaszcza jeśli nie są typowo oczyszczające, jak np. moje ulubione z Dermaglin. Wolę sobie sama wymieszać glinkę z jakimś hydrolatem i dodać do tego olej czy skwalan. Ale od czasu do czasu sięgam jakiegoś gotowca, ot, z ciekawości. I tym razem ta ciekawość się opłaciła, bo odkryłam przypadkowo swojego ulubieńca :)

Z serii Nacomi, tej w fioletowych tubkach, wypróbowałam dwie wersje - Goodbye Red Skin oraz Express Skin Cleansing. W opakowaniu mamy tak trochę niestandardowo 85 ml kosmetyku, co wystarczyło mi na naprawdę długi czas. Ledwie udało mi się zmieścić w terminie ważności, bowiem maseczki są bardzo wydajne. Obydwie mają kremową formułę, łatwo się rozprowadzają i nie wysychają na twarzy, nie trzeba się więc martwić o zwilżanie. A z minusów, to bardzo trudno je zmyć, trzeba się trochę namęczyć i zużyć sporo wody. A druga sprawa - moje maseczki rozwarstwiały się w opakowaniu i po każdym otwarciu wylewał się najpierw oddzielony olej, a dopiero potem pojawiała się kremowa konsystencja.

Składy obydwu maseczek bazują na zielonej glince, oleju ze słodkich migdałów, pantenolu, witaminie E, glicerynie i innych substancjach nawilżających. W każdej znajdziemy też dodatek składników, zwłaszcza ekstraktów roślinnych, mających wspomagać pielęgnację cery z konkretnym problemem. W przypadku Goodbye Red Skin, przeznaczonej do cery naczynkowej, mającej redukować zaczerwienienia, są to: olej z nasion róży piżmowej, ekstrakt z soku z borówki czarnej, ekstrakt z liści aloesu, hesperydyna, ekstrakt z dzikiej malwy, ekstrakt z nasion kasztanowca, ekstrakt z liści oczaru wirginijskiego, ekstrakt z korzenia ruszczyka oraz ekstrakt z kwiatów arniki górskiej. Składniki są bardzo przemyślane i precyzyjnie dostosowane do potrzeb skóry naczynkowej. Natomiast w wersji Express Skin Cleansing znajdziemy olej rycynowy, olej jojoba, ekstrakt z liści aloesu, ekstrakt z liści pokrzywy, witaminę B6, witaminę B3, ekstrakt z grzybów shitake i białych grzybów chińskich, proteiny drożdżowe, alantoinę, biotynę, cynk i miedź. Pełno dobroci, odżywienia i nawilżenia. Składy są moim zdaniem na medal.

Jeśli chodzi o działanie, to maseczka Goodbye Red Skin bardziej przypadła mi do gustu, bo poza tym, że delikatnie oczyszczała i nawilżała moją twarz, to faktycznie działała łagodząco. Kiedy zmyłam ją letnią wodą, cera była wyraźnie mniej czerwona, ukojona i przyjemna w dotyku. Natomiast wersja Express Skin Cleansing zapewniała przede wszystkim świetne nawilżenie i odżywienie skóry. Po jej zmyciu nie musiałam już stosować kremu. Generalnie obydwie maski mnie zachwyciły i na pewno będę do nich wracać, zwłaszcza do Goodbye Red Skin :) Serdecznie Wam polecam!

Znacie te produkty? Jestem ciekawa, czy u Was też wywołały taki zachwyt!

Evelinn 09/16/2020

Z zawodu archeolog i historyk sztuki, a w wolnym czasie blogerka kosmetyczna, szczególnie zakręcona na punkcie czerwonych szminek i lakierów. Interesuje Cię świadoma pielęgnacja? Szukasz kosmetyków z przyjaznym składem? Zmagasz się z problemami skórnymi i potrzebujesz porady? A może jesteś po prostu makijażowym freakiem tak jak ja? Zostań ze mną, na pewno znajdziesz coś dla siebie!

Follow me

Partnership

evelyns.shades.of.red@gmail.com Szczegóły dotyczące dotychczasowych współprac dostępne są w zakładce Kontakt.

Like me on facebook

Promotors

zBLOGowani.pl