Totalnie niedocenione płynne pomadki matowe. Moov Liquid LipsMatter: Diva, Femme Fatale, Knockout. Moja opinia i swatche

Kto mnie zna, ten wie, że trudno o większą szminkomaniaczkę niż ja. Przez moje ręce – i, siłą rzeczy, usta – przewinęły się setki produktów do ust. Nie przesadzam! Mam więc spore porównanie i dobre rozeznanie w tej kategorii kosmetyków, zwłaszcza jeśli chodzi o marki drogeryjne. Dzisiaj opowiem Wam trochę o mocno niedocenionych płynnych pomadkach matowych, Liquid LipsMatter marki własnej drogerii Kontigo, czyli Moov. Za sztukę zapłacimy 18,99 zł. Cena jest więc bardzo przystępna. Gdy weszły do sprzedaży, pojawiło się kilka recenzji, potem jednak szum wokół nich ucichł.

Na pierwszy rzut oka opakowania bardzo przypominają mi pomadkę SINSKIN, którą miałam okazję testować, kiedy marka wchodziła do Rossmanna. Mam przekonanie, że to praktycznie ten sam produkt, bo zapach, wykończenie i formuła również są identyczne. Tylko Moov Liquid LipsMatter kosztują kilka razy mniej. To tak na marginesie.

Opakowania są minimalistyczne i eleganckie, chociaż trochę masywne, jak na mój gust. Niemniej dzięki okrągłemu kształtowi dość wygodnie się je przechowuje. Naklejka z nazwą koloru jest na spodzie tubki. Pomadki mają gęstą formułę musu o bardzo ładnym owocowym zapachu. Porównałabym tę konsystencję do rozrzedzonej tradycyjnej pomadki w sztyfcie. Tak mi się to kojarzy. Aplikator jest płaski i ma formę gąbeczki w kształcie trójkącika. Niektórzy określają go serduszkiem, ale mniejsza o to. Umożliwia w każdym razie w miarę precyzyjną aplikację. Na tyle, że nie muszę sięgać po konturówkę czy pędzelek. Produkt gładko sunie po wargach, ale kolory różnią się między sobą poziomem krycia, więc w niektórych przypadkach wystarczy jedna warstwa, a w innych potrzebne będą co najmniej dwie.

W mojej kolekcji, bo spokojnie tak mogę nazywać moje szminkowe zbiory, są trzy odcienie. Diva to piękna, klasyczna czerwień o neutralnych tonach, bardzo żywa i energetyczna. Uwielbiam ten kolor, najbardziej z mojej trójki, zwłaszcza że kryje już przy jednej warstwie i najlepiej się aplikuje.

Femme Fatale to chłodna czerwień, z domieszką różu, dość ciemna i wpadająca trochę w bordo. Kolor elegancki i wyrafinowany, niestety kryje nieco gorzej.

Knockout to kameleon. Widzę w nim domieszkę wina, brązu, ciemnego różu, a nawet fioletu. Jest to niemniej ciemny odcień, idealny do jesiennych stylizacji. Wszystkie trzy są naprawdę piękne!

Pomadki Moov Liquid LipsMatter nie należą do produktów stricte zastygających, aczkolwiek po paru minutach stają się mocniej matowe i dobrze trzymają się warg. Są przez to dość trwałe, ale jak wszystkie niezastygające musowe szminki, schodzą podczas posiłku i odbijają się na szklankach. Z drugiej strony, nie wysuszają tak mocno warg. Cóż, coś za coś. Moim zdaniem w tym wypadku trwałość i komfort noszenia są dobrze wyważone. Powiem szczerze, że polubiłam te pomadki i ostatnio dość często po nie sięgam, a to chyba dla nich najlepsza rekomendacja, bo na brak konkurencji w moich zbiorach raczej nie narzekają :)

Znacie te pomadki? Jakie są Wasze opinie? Który kolor najbardziej wpadł Wam w oko?

Evelinn 09/20/2020

Z zawodu archeolog i historyk sztuki, a w wolnym czasie blogerka kosmetyczna, szczególnie zakręcona na punkcie czerwonych szminek i lakierów. Interesuje Cię świadoma pielęgnacja? Szukasz kosmetyków z przyjaznym składem? Zmagasz się z problemami skórnymi i potrzebujesz porady? A może jesteś po prostu makijażowym freakiem tak jak ja? Zostań ze mną, na pewno znajdziesz coś dla siebie!

Follow me

Partnership

evelyns.shades.of.red@gmail.com Szczegóły dotyczące dotychczasowych współprac dostępne są w zakładce Kontakt.

Like me on facebook

Promotors

zBLOGowani.pl