Już mi niosą suknię z welonem...

Początkowo nie planowałam publikować takiego posta, ale stwierdziłam, że podzielę się z Wami moimi doświadczeniami ślubno-weselnymi, zwłaszcza że obecna sytuacja jest co najmniej specyficzna. Braliśmy ślub cywilny, a po ceremonii zaprosiliśmy najbliższą rodzinę i przyjaciół na obiad zakończony tortem i toastem. Nie było więc typowo weselnej pompy, tańców i żenujących zabaw, których obydwoje nie znosimy. Sukienkę polskiej marki Marconi Fashion KLIK kupiłam we wrocławskim butiku Anetta, gdzie można znaleźć masę modeli rodzimej produkcji w najróżniejszych rozmiarach, nawet tych bardzo plus. Serdecznie polecam :) Nie chciałam sukni typowo ślubnej, aczkolwiek zrobiłam małą wycieczkę po salonach w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego, ale nie dość, że nie znalazłam nic, co by mnie zachwyciło, to jeszcze ceny okazały się koszmarnie wysokie. Wolałam ten budżet przeznaczyć na coś innego. Generalnie chciałam, żeby cała stylizacja była w lekko retro klimacie, postawiłam więc na dodatki w kolorze brudnego różu, prostą fryzurę urozmaiconą spinką z cyrkoniami oraz biżuterię z pereł. Zestaw składający się z kolczyków, bransoletki i naszyjnika kupiłam sobie z pierwszej korpowypłaty i nie żałuję. Gdybym miała pozbyć się całej biżuterii i zostawić tylko jeden komplet, to wybrałabym właśnie ten. Perły pasują do każdej stylizacji, są kobiece, eleganckie, uniwersalne i ponadczasowe. Uwielbiam :)

Miałam straszny dylemat, czy zrobić sobie makijaż, fryzurę i paznokcie sama, czy zostawić to profesjonalistom. Pod jednym z moich postów na Instagramie wywiązała się nawet dyskusja i część dziewczyn przekonywała mnie, że samodzielne przygotowania przysporzą mi jeszcze więcej stresu, więc lepiej sobie odpuścić. I po licznych przemyśleniach uznałam, że umówię się na paznokcie oraz fryzurę, a makijaż zrobię sama. Kilka razy w życiu oddałam się w ręce wizażystki i za każdym razem byłam totalnie niezadowolona. Źle dobrany podkład psuł cały rezultat i po godzinie makijaż wyglądał, jakbym nosiła go już od wielu godzin. A tak to sama najlepiej wiem, jakie produkty się u mnie sprawdzają, jak muszę przygotować moje ekstremalnie trudne powieki, żeby makijaż oczu wytrzymał cały dzień i jaki efekt końcowy chcę uzyskać. I kompletnie nie żałuję swojej decyzji. Przez kilka miesięcy testowałam różne kosmetyki i narzędzia, ćwiczyłam różne techniki oraz próbowałam różnych kolorów, tworząc ostatecznie swój ślubny dream team :) Dziękuję przy okazji wszystkim koleżankom za polecenia, bo na przykład za sprawą Kasi z bloga dressyourface.pl odkryłam podkład Estee Lauder Double Wear Light, który okazał się moim Świętym Graalem. Po moich bardzo złych doświadczeniach z klasyczną wersją w życiu bym się na ten podkład nie zdecydowała. A tu niespodzianka :) Makijaż utrzymał się w stanie niemalże nienaruszonym do zmycia. Nawet nie musiałam go przypudrowywać w ciągu dnia, bo nic się nie świeciło, maskara pozostała nienaruszona mimo łez wzruszenia, a pomadka przetrwała rosół i całusy. Jedynie cienie lekko się wytarły w załamaniu powieki, co normalnie nie miało nigdy miejsca, więc nie wiem, czy to kwestia płaczu, słabego roztarcia cieni czy może kiepsko przygotowanych powiek. Niemniej jestem zadowolona i dumna z siebie :)

Produkty i narzędzia, których użyłam w makijażu:
BAZA – nie użyłam, bo zauważyłam, że makijaż utrzymuje się u mnie najlepiej bez żadnej bazy
PODKŁAD – Estée Lauder Double Wear Light #1N0
KOREKTOR – Catrice Liquid Camouflage #005 Light Natural
PUDER POD OCZY – Paese Puff Cloud Under Eye Powder
PUDER – Revers Cosmetics Bamboo Derma Fixer
BRĄZER – MySecret Face'n'body Bronzing Powder
RÓŻ – AA Wings of Color #04 Light Pink
ROZŚWIETLACZ – Becca Cosmetics Shimmering Skin Perfector Pressed Highlighter #Moonstone
BAZA POD CIENIE – Pierre René Eyeshadow primer
PALETA CIENI – Too Faced Born This Way The Natural Nudes
TUSZ DO RZĘS – Maybelline Lash Sensational
KREDKA DO BRWI – Glam Shop kredka do brwi #1
ŻEL DO BRWI – Golden Rose Longstay Brow Styling Gel
POMADKA DO UST – Maybelline Superstay Matte Ink #15 Lover

gąbeczka Boho Beauty BohoBlender Marble Candy Pink
gąbeczka Eveline Magic Blender
pędzel do pudru pod oczy Hakuro J720
pędzel do pudru Hakuro H55
pędzel do brązera Hulu DS2
pędzel do różu Hakuro H21
pędzel do rozświetlacza Hakuro J790
pędzle do oczu Hakuro seria J, Hakuro H78, Hulu DS16

Żałuję natomiast tego, że paznokcie i włosy powierzyłam innym. Jeśli chodzi o paznokcie, to zdecydowałam się na manicure i pedicure hybrydowy w jednym z chojnickich salonów, który wiele dziewczyn poleciło mi na fanpage’u Spotted Chojnice. Wcześniej robiłam pedicure gdzie indziej i o ile poziom obsługi był na najwyższym poziomie, to odpryski miałam już na drugi dzień, podczas gdy hybryda wykonana na moich paznokciach u stóp we wrocławskim Nailodrze KLIK pozostawała nienaruszona przez miesiąc i więcej, dopóki nie poszłam jej zdjąć. Dlatego postanowiłam spróbować gdzie indziej. Niestety, drugi wybór okazał się tragiczny pod każdym względem. Obsługa była fatalna, w tle leciało irytujące disco polo, a panie wykonujące manicure i pedicure rzucały niepotrzebne uwagi w moją stronę: że mam jakieś dziwne skórki (bo porobiła mi rany frezarką i leciała krew), że mam jakieś wklęsłe paznokcie (i ona teraz musi nadbudować, żeby to „jakoś” wyglądało) i że mam u stóp jakoś dziwnie szeroką płytkę i brzydko to wygląda. I jeszcze ten komentarz „no każdy chciałby mieć ładne paznokcie, ale nie można mieć wszystkiego”. Do salonu kosmetycznego idę po to, żeby się zrelaksować, poczuć piękna i zadbana, a nie po to, żeby czuć się tam jak intruz i wyjść z kompleksami. Nie wiem, jakie skórki i paznokcie mają inni ludzie, ale nie spotkałam się nigdy z tym, żeby kosmetyczka zwróciła mi na to uwagę i nie pomyślałabym, że są jakieś złe czy brzydkie, gdyby nie ta wizyta. Pedicure polegał na tym, że pani przejechała mi bardzo niedelikatnie po stopach frezarką i nałożyła tłusty krem na sam koniec… Żadnej kąpieli stóp, peelingu, masażu, do czego byłam przyzwyczajona przy poprzednich wizytach w innych salonach. Naskórek wokół palców, zarówno u stóp jak i u rąk, miałam otarty nieumiejętnie i nieostrożnie używanym pilnikiem. Sygnalizowałam, że boli, a panie ciągle zjeżdżały tym pilniczkiem na skórę. Osłupiałam natomiast, gdy przyszło do wyboru koloru. Opisałam, co chcę i poprosiłam o próbnik. Pani natomiast odparła, że może mi pokazać buteleczki, próbnika nie mają. Przyniosła wszystkie „róże”, jakie miała, a wśród nich nie było nic nawet zbliżonego do brudnego różu, klasycznego ślubniaka. Na stopach chciałam chłodną czerwień, a do wyboru miałam czerwień pomarańczową, która ostatecznie okazała się pomarańczą oraz czerwony brokat. Pomijając żenująco mały wybór, to chciałabym zobaczyć, jak lakier wygląda po utwardzeniu. Wybrałam jagodowe bordo. Bardzo ładne i pasujące do mojej stylizacji, ale jednak to nie kolor, jaki sobie wymarzyłam na ten dzień. Pani mi powiedziała, że skoro mam takie wygórowane potrzeby, to mogłam przyjść ze swoimi lakierami. Szczęka mi opadła. Poziom wykonania muszę ocenić poprawnie, ale sama uzyskuję ładniejszy i trwalszy efekt, bo na źle zabezpieczonych końcówkach lakier poodpryskiwał jeszcze przed ślubem.

Z fryzjerem również był problem. Byłam umówiona z chłopakiem poleconym przez fryzjerkę, do której chodziłam we Wrocławiu, a która tego dnia nie mogła mi zrobić fryzury. Dwa dni przed ślubem miałam telefon, że mój fryzjer się rozchorował i nie będzie mógł mnie w sobotę uczesać. Próbowałam znaleźć zastępstwo, ale się nie udało, więc postanowiłam iść w prostych włosach, które wysuszyłam na szczotkę i lekko podkręciłam na dole. Wpięłam spinkę i jestem zadowolona z tego, jak to się prezentowało. Potem jeszcze mój tata, odbierając tort, upuścił go na podłogę – na szczęście obeszło się bez większych szkód, a ja w dzień ślubu zostawiłam w domu przepiękny bukiet wykonany przez Agnieszkę Cepińską, właścicielkę pracowni florystycznej KonewkA KLIK, którą Wam serdecznie polecam, jeśli potrzebujecie piękny bukiet lub jakiekolwiek kwiatowe dekoracje. Rodzice w popłochu pojechali po kwiatki, ledwie zdążyli na ślub i musieli parkować w niedozwolonym miejscu, narażając się na mandat :P Generalnie bez przygód się nie obyło, ale ostatecznie wszystko się wspaniale udało i będziemy mieli co wspominać :)

A Wy same malowałyście się na swój ślub? Miałyście jakieś przygody w ten dzień? Jestem ciekawa Waszych historii :)

Evelinn 10/13/2020

Z zawodu archeolog i historyk sztuki, a w wolnym czasie blogerka kosmetyczna, szczególnie zakręcona na punkcie czerwonych szminek i lakierów. Interesuje Cię świadoma pielęgnacja? Szukasz kosmetyków z przyjaznym składem? Zmagasz się z problemami skórnymi i potrzebujesz porady? A może jesteś po prostu makijażowym freakiem tak jak ja? Zostań ze mną, na pewno znajdziesz coś dla siebie!

Follow me

Partnership

evelyns.shades.of.red@gmail.com Szczegóły dotyczące dotychczasowych współprac dostępne są w zakładce Kontakt.

Like me on facebook

Promotors

zBLOGowani.pl