Wielowymiarowa NOWOŚĆ !!! MIYA Cosmetics mySKINbooster – nawilżający i matujący żel-booster z peptydami. Moja opinia po miesiącu stosowania

Kosmetyki Miya Cosmetics tak cieszą moje oczy swoimi pięknymi opakowaniami, że bardzo żałowałam, kiedy nie sprawdziły mi się kremy myWONDERbalm. Tzn. używam ich do rąk, ale do twarzy nie bardzo mogę. Na blogu znajdziecie recenzję całej czwórki. Dlatego właśnie dość entuzjastycznie podeszłam do testów nowości Miya Cosmetics, czyli mySKINbooster z peptydami, w wersji matującej i nawilżającej. Generalnie zauważyłam, że mamy obecnie modę na boostery. Wiele firm wprowadziło je do swojej oferty. Moja cera nie lubi jednak wieloetapowej pielęgnacji, dlatego nie bardzo interesowały mnie tego typu produkty jako dodatkowa warstwa. Ale z uwagi na fakt, że większość kremów na dzień jest dla mnie za tłusta, to pomyślałam, że boostery mogą okazać się całkiem fajną alternatywą w tej kwestii. Co się okazało? Odpowiedź w dalszej części posta :)

Jak przystało na Miya Cosmetics, opakowania mySKINbooster są cudne, kolorowe i mega mi się podobają. Mam tylko problem z formą słoiczka. Kosmetyki mają konsystencję galaretki i bardzo trudno je się wydobywa. Konieczna jest szpatułka, gdyż palcem w ogóle nie da się ich nabrać. Być może taka formuła nie może być zamknięta w butelce z pompką, ale jeśli jest to możliwe, to zdecydowanie do zmiany. Zadowoliłaby mnie nawet tubka. Byłoby znacznie wygodniej! MySKINbooster Miya Cosmetics są przezroczyste, wersja nawilżająca pachnie moją ukochaną różą, a matująca bardzo delikatnie aloesem. Jak już wspomniałam, konsystencja jest galaretkowata, lekko twarda, ale topi się pod palcami i łatwo rozprowadza.

Obydwie wersje, zarówno matująca, jak i nawilżająca, wchłaniają się bardzo szybko, właściwie do matu. Ale faktycznie booster matujący na wiele godzin niweluje wydzielanie sebum. Moja twarz zaczyna się lekko świecić dopiero po naprawdę długim czasie. Przy wersji nawilżającej następuje to nieco szybciej, ale za to poziom nawilżenia jest odczuwalnie lepszy. Dla mnie te produkty są idealnym wyjściem na dzień, jako baza pod makijaż, albo solo. Ale ja mam bardzo tłustą cerę. W przypadku skór normalnych, suchych, a nawet mieszany boostery będą wymagały użycia na nie kremu. Mogą służyć jako podkręcenie właściwości innego kosmetyku. U mnie dają lekkie nawilżenie i wygładzenie oraz efekt skóry aksamitnej w dotyku. Dodam jeszcze, że żaden z nich nie podrażnił mojej cery, nie zapchał, nie uczulił. Natomiast z wiadomych względów nie bardzo mogę ocenić właściwości ujędrniające czy przeciwzmarszczkowe, bo w moim przypadku to działania prewencyjne. Wierzę, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Producent sugeruje jeszcze możliwość stosowania boosterów zamiast kremu pod oczy - ja jednak w tej okolicy potrzebuję czegoś bardziej treściwego - a także w roli maseczki i tę opcję któregoś dnia wypróbuję.

Rzućmy jeszcze okiem na składy. W przypadku obydwu wersji są one bardzo ciekawe, dość krótkie i jak najbardziej przyjazne dla skóry. Oceniam je jako znacznie lepsze niż w przypadku myWONDERbalm. W wersji nawilżającej znajdziemy działające przeciwzmarszczkowo peptydy, i to całkiem blisko początku listy, a poza nimi także hydrolat z róży damasceńskiej, betainę, niacynamid, panthenol, ekstrakt z nasion bawełny, ekstrakt z kwiatów peonii, glicerynę, alantoinę oraz glukonolakton, plus kilka składników pomocniczych na samych końcu. Wymienione substancje działają przede wszystkim nawilżająco i kojąco na skórę. Natomiast werjsa matująca zawiera, poza peptydami, sok z aloesu, niacynamid, ekstrakt z kokosa, panthenol, glicerynę i alantoinę oraz substancje pomocnicze. W tym wypadku składniki są bardziej nastawione na regulację i delikatne nawilżenie oraz ukojenie cery. Nie ma się do czego przyczepić, moim zdaniem.

Osobiście jestem niezwykle zadowolona z obydwu wersji mySKINbooster od Miya Cosmetics. Znakomicie odpowiadają na potrzeby mojej tłustej skóry i zauważam tylko niewielką różnicę w działaniu między nimi. Nie jestem w stanie wskazać tej, która odpowiada mi bardziej. Idealnie by natomiast było, gdyby były zamknięte w buteleczce z pompką lub tubce, zamiast słoiczka. Ale tak poza tym, to nie widzę w tych produktach większych wad.

Mieliście już okazję wypróbować mySKINbooster? Jakie są Wasze wrażenia?

Evelinn 11/23/2020

Z zawodu archeolog i historyk sztuki, a w wolnym czasie blogerka kosmetyczna, szczególnie zakręcona na punkcie czerwonych szminek i lakierów. Interesuje Cię świadoma pielęgnacja? Szukasz kosmetyków z przyjaznym składem? Zmagasz się z problemami skórnymi i potrzebujesz porady? A może jesteś po prostu makijażowym freakiem tak jak ja? Zostań ze mną, na pewno znajdziesz coś dla siebie!

Follow me

Partnership

evelyns.shades.of.red@gmail.com Szczegóły dotyczące dotychczasowych współprac dostępne są w zakładce Kontakt.

Like me on facebook